poniedziałek, 8 września 2014

Gród na Górze Birów

W niedzielę (10.08.2014) pojechałem wraz z rodziną obejrzeć rekonstrukcje grodu na Górze Birów, położonego kilometr na północ od zamku Ogrodzieniec.

Historia
Wapienne wzgórze o wysokości 461 m n.p.m. po raz pierwszy zamieszkane było najprawdopodobniej w późnym Neolicie, o czym świadczą znaleziska archeologiczny w miejscowych jaskiniach. Miejsce to było później zamieszkane przez wiele różnych plemion m.in. Wandalów. W VIII w. n.e. powstał tu słowiański gród. Była to ostatnia osada na górze - spłonęła w pierwszej połowie XIV w. prawdopodobnie podczas wojny Władysława Łokietka z czeskim królem Wacławem II.

W ramach rewitalizacji okolic Podzamcza i ogrodzienieckiego zamku, w 2008 roku została zbudowana rekonstrukcja grodu. Obiekt składa się z drewnianych murów obronnych, wieży strażniczej, wieży obserwacyjnej, wieży obronnej oraz chaty mieszkalnej, w której urządzono ekspozycje historyczną.

Zwiedzanie 
Samochód zostawiliśmy na parkingu na ul. Partyzanckiej w Podzamczu. Po 0,5 km spaceru i krótkim podejściu, znaleźliśmy się przy kasach. 
Aby wejść na teren grodu należy pokonać 82 stopnie ;)
Wieża obronna.
Widok z murów obronnych w stronę Pilicy i Smolenia.
Widok w stronę Podzamcza. Widać zamek i Górę Janowskiego (516 m n.p.m.) - najwyższe wzniesienie Jury. 
Wewnątrz chaty mieszkalnej - ekspozycja historyczna.
Czas zasiąść do uczty ;)
Jurajskie, białe, wapienne skały. Po prawej wieża strażnicza.
Trójramienna swastyka - symbol Słowian.
Wystawa archeologiczna - amonity.
Repliki ozdób słowiańskich.
Szlak wspinaczkowy.
Jeszcze jeden widok na zamek w Podzamczu.
Widok na północ - Las Dworski
Las Dworski
 Po zwiedzaniu grodu wybraliśmy się na spacer dookoła warowni:
Bajeczne skałki.
 Planowałem również wejść, do jednej z niewielkich jaskiń, jednak nieustająca kolejka dzieci z rodzicami, niezdarnie wspinającymi się po skałkach, uniemożliwiła mi to.
Schroniska skalne.
 Czas na powrót do Podzamcza.
Szlak Orlich Gniazd - wspomnień moc :)
 A po zwiedzaniu, czas na lokalne piwo w miejscowej restauracji :) Polecam Jurajskie z ostropestem.
Podzamcze - skrzyżowanie szlaków
Informacje praktyczne
Dojazd: (Samochodem) Od Zawiercia drogą krajową 78 i drogą wojewódzką 791 do Ogrodzieńca. Stamtąd drogą 790 do Podzamcza. Jadący od strony Katowic pojadą drogą krajową 94 i w Dąbrowie Górniczej zjadą na drogę wojewódzką 790 prosto do Podzamcza. Samochód najlepiej zostawić na parkingu na ul. Partyzantów, znajdującego się na skraju lasu, tuż obok ścieżki prowadzącej do grodu (Niestrzeżony, 5 zł jednorazowo bez limitu czasowego). 

(Dla niezmotoryzowanych) Pociągiem do Zawiercia, a następnie busem do Podzamcza (Busiki odjeżdżają co ok. pół godziny z przystanku obok dworca PKP, ok. 3 zł).

Dojście z centrum Podzamcza: 1. Szlakiem orlich gniazd (czerwone znaczniki) wzdłuż drogi wojewódzkiej 790. 
2. Skręt w ul. Partyzantów (dalej za znakami czerwonymi)
3. Ścieżką w las za znakami czerwonymi do drogowskazu na Górę Birów.
4. Po krótkim podejściu jesteś u celu.

Ok. 1 km

Cena Biletu: 6 zł cały, 5 zł ulgowy.
Czas zwiedzania: ok. 40 minut
Plan obiektu i mapa dojazdu:
Z  tej strony.

Pokaż Gród na Górze Birów na większej mapie

Strona internetowa obiektu: http://www.zamek-ogrodzieniec.pl/historia-birow

~Osin

piątek, 22 sierpnia 2014

Deszczowy spacer

Trasa: Podzamcze - Góra Janowskiego - Lachowizna - Hutki-Kanki - Niegowonice-Trzebyczka-Dąbrowa Górnicza, Tucznawa
Dystans: 23,3 km
Data: 21.08.2014 (Czwartek)
Skład: Osin, Krzysiek, Malwina


Pokaż Deszczowy spacer na większej mapie

Kilkanaście minut spędzonych na zimnym szczycie Rys, przeszło do historii... Jednak nie daje nam to żadnego prawa do spoczywania na laurach. Pojawił się nowy projekt jednodniowej wyprawy: trasa łącząca dwa "Kazimierzowskie" zamki, czyli Będzin i Ogrodzieniec. Kilka chwil spędzonych nad programem Google Earth wystarczyły mi, aby wykreślić ponad 40-kilometrową trasę. Marszrutka długa, ale po stosunkowo prostym terenie.

Pech chciał, że przyczyny osobiste wykluczyły mnie z udziału w wycieczce. Krzysiek, początkowo zdeterminowany, aby przejąć organizację wypadu i wyruszyć beze mnie, w końcu zadecydował o rezygnacji z wypadu, co bardzo zasmuciło Malwinę - jedną z uczestniczek, a naszą wspólną znajomą. Na szczęście, szczęśliwe okoliczności losu sprawiły, że jednak mogłem wziąć udział w wycieczce, o czym skwapliwie poinformowałem Krzyśka w środowy wieczór, on zaś przekazał informacje Malwinie.

Koniec końców, cała trójka spotkała się w czwartek w Kaśce* jadącej do Zawiercia, o godzinie 6 rano. Po półgodzinnej podróży i szybkim znalezieniu przystanku na al. Sikorskiego, wsiedliśmy w busa do Podzamcza, gdzie dotarliśmy 20 minut później. Na rynku znaleźliśmy się o całe 10 minut wcześniej niż zakładaliśmy. Zaoszczędzony czas wykorzystaliśmy na przejście kilometrowej pętli po okolicy.

Po szybkim przepakowaniu, wyruszyliśmy na szlak.

Początek naszej trasy znaczył zamek Ogrodzieniec, jeden z najlepiej zachowanych zamków sieci tzw. Orlich Gniazd, które mieliśmy okazje odwiedzić podczas W.I.N.O.

Zamek Ogrodzieniec zajmuje ponad 3 ha powierzchni, jest więc jednym z największych ruin zamkowych w Polsce. Powstał w XIV wieku z inicjatywy króla Kazimierza Wielkiego, jako część systemu obronnego ówczesnych granic Polski oraz szlaku handlowego, łączącego Kraków z Poznaniem. W ciągu przeszło 650 lat swojego istnienia zamek wielokrotnie zmieniał właścicieli. Najechany przez Szwedów, stopniowo popadał w ruinę. Ostatni mieszkańcy opuścili jego mury w 1810 r.

W 1885 roku ruiny zamku odwiedza 19-letni Aleksander Janowski. Podobno właśnie widok starych zamkowych ruin, będących niemym świadectwem dawnej świetności Polski zainspirował Janowskiego do założenia w 1906 roku, Polskiego Towarzystwa Turystycznego (PTT), które później miało się przekształcić w dzisiejsze PTTK, po fuzji z Towarzystwem Tatrzańskim.
Zamek Ogrodzieniec

Dzisiaj zamek znajduje się w rękach prywatnej firmy, która zadbała o atrakcyjność turystyczną okolic. Oprócz zamku zobaczyć tu można rekonstrukcje grodu na górze Birów, park miniatur, park linowy oraz kilka innych atrakcji.

Zamek Ogrodzieniec jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych zabytków Jury Polskiej, a nawet całego kraju. Wartym wspomnienia jest fakt, że zamek wybudowany jest na stokach Góry Janowskiego, najwyższym wzniesieniu Jury (516 m n.p.m.). W okolicach zamku znajduje się "półmetek" Szlaku Orlich Gniazd.

Na początek czekała nas sentymentalna podróż SOG-iem. Najpierw krótka wspinaczka na szczyt Góry Janowskiego.


Na Górze Janowskiego (516 m n.p.m.)
Baszta.
Zamek, choć zrujnowany, robi wrażenie
 Wrażenie robią zamkowe mury wkomponowane w wieńczące wzniesienie, wapienne ostańce.
Budowniczy zamków nie niszczyli natury, ale tworzyli bajeczne kompozycje z jej udziałem.
    Dalej czerwone znaczniki wiodły nas lasem i wśród okolicznych skał.
Las daje lekką ochronę przed deszczem.
Czekało nas przejście, krótkim ale stromym przejściem pomiędzy skałami:
Jest stromiej niż się wydaje.
 Minąwszy hotel, zeszliśmy do Podzamcza, by kontynuować naszą podróż żółtym szlakiem.
 Jak na złość, zaczął padać deszcz. Nie jest to jednak problem dla wytrawnych wędrowców. :)
Na szlaku Zamonitu.
Aura nie sprzyja ale widoki ładne.

Szlak Zamonitu im. T.Belkego to pieszy szlak znakowany kolorem żółtym, o długości 71 km. Ciągnie się on z Poraja do Niegowonic. Jego trasa była dwukrotnie skracana. Pierwotny szlak zaczynał się na stacji kolejowej Gołonóg w Dąbrowie Górniczej. Pierwsza zmiana skracała szlak o fragment do stacji w dąbrowskiej dzielnicy Ząbkowice. Dziś szlak kończy się w Niegowonicach (pierwotna długość szlaku wynosiła ponad 90 km).

Kontynuując wzdłuż szlaku, szliśmy najpierw przez pole, potem przez las, mijając po drodze drogę do Ryczowa. Pół godziny marszu później minęliśmy samotne zabudowania w środku lasu. Była to stadnina w Lachowiźnie. Chwilę potem mijamy drogę wojewódzką nr 791.
Ślad cywilizacji.
Las chronił nas częściowo przed deszczem. Leśny dukt wiedzie nas dość monotonnym krajobrazem leśnej głuszy. W końcu doszliśmy do płytkiego wąwozu.
Malowniczy strumień.
Idąc leśną ścieżką doszliśmy do ośrodka wypoczynkowego Krępa, gdzie oprócz kilku stawów znajduje się również pole namiotowe.
Stawy w Krępie.
Tutaj też swoje źródła ma potok Centuria.

Rzeka Centuria, mająca swoje źródła na wysokości 345 m n.p.m. jest dopływem Białej Przemszy. Płynąc przez tereny Jury tworzy liczne rozlewiska i mokradła. W 2004 roku źródła jej zostały uznane za pomnik przyrody. Nad brzegami rzeki, w miejscowości Hutki-Kanki został stworzony ośrodek wypoczynkowy z polem namiotowym, domkami letniskowymi, a także hotelem "Centuria".

Po krótkiej przerwie i ok. 20 minutach marszu, minęliśmy ośrodek wypoczynkowy w Hutkach-Kankach.
Chwilę potem las skończył się, przechodząc w gęsto zarośnięte łąki. Tu po raz pierwszy zgubiliśmy szlak, idąc głównym traktem, zamiast odchodzącą w prawo ścieżką. Na szczęście szybko wróciliśmy na właściwy tor, korzystając z niebieskiego szlaku.

Następnie czekało nas dość długie podejście. Po przejściu przez niewielki zagajnik otworzył się przed nami piękny widok.
Przed nami kuesta, a w dole Niegowonice.

 W oddali zobaczyliśmy kominy Huty Katowice. W dole wyrastała mała miejscowość - Niegowonice.

Kuesta (próg denudacyjny) to wysoka skarpa, powstała w wyniku erozji na granicy dwóch mas skalnych o różnej wytrzymałości. Zachodnią granicę Jury wyznacza właśnie taka kuesta, miejscami sięgająca 100 m wysokości, opadająco stromo do doliny Warty i Białej Przemszy. Niegowonice leżą u jej stóp.

Po zejściu z kuesty, weszliśmy do Niegowonic. Deszcz wzmógł się.
Droga w budowie.
 Po krótkim spacerze przez wieś dotarliśmy do końca szlaku Zamonitu. Dalej prowadził nas szlak czarny (Szlak Partyzantów Ziemi Olkuskiej).

Koniec szlaku Zamonitu. Niegowonice.
Nasilający się deszcz utrudniał nam marsz. W przemakających butach powoli zbierały się jeziora wody. Powoli brnąc przez potoki, w jakie zamieniły się ulice, opuściliśmy wieś i kontynuując marsz wzdłuż czarnych znaków, ruszyliśmy w stronę granic Dąbrowy Górniczej.

Dalej szlak biegł skrajem lasu. Tak wygląda Malwina zmieszana z litrami deszczówki :) :
Malwina.
A tak wygląda nasz szlak:
Szlak... chyba offroadowy. :P

Polana.
Olbrzymie koleiny wypełnione wodą opóźniały nasz marsz. Przemoczeni i zziębnięci podejmujemy decyzje - przerywamy wycieczkę. Cel: dostać się do najbliższej pętli autobusowej, przejazd autobusem do domu i wysuszenie się.

Po długim marszu po rozmokniętej ścieżce docieramy do drogi. Mijamy przesiekę leśną z dziwnymi słupkami przypominającymi granicę. :)
Granica??
 Wchodzimy w las:
Już prawie Dąbrowa.
 Pozostaje nam około kilometra drogi przez las. Gdzieś pośród leśnej głuszy przekraczamy granicę Dąbrowy Górniczej.
Leśna głusza.
 Przy wylocie z lasu spotkaliśmy miejscowego grzybiarza, który zapytał nas dokąd idziemy. Po szybkich wyjaśnieniach, pełen podziwu, zdziwiony, że nam się chce tak łazić, życzył nam powodzenia w dotarciu do Tucznawy. Szlaki rowerowe zdradzają, że dotarliśmy do Dąbrowy.
Dąbrowskie szlaki rowerowe
 Jeszcze tylko 2 km i dotrzemy na pętle w Tucznawie.
Przejście pod linią kolejową Chruszczobród - Sławków.
W końcu dotarliśmy do pierwszych zabudowań. Dzielnica Tucznawa położona jest w północno-wschodniej części Dąbrowy (największego powiatu miejskiego w woj. Śląskim). Przez moją wizytę w sklepie uciekł nam autobus, czekamy więc pół godziny na następny. W międzyczasie wychodzi słońce. Jesteśmy jednak zbyt zmarznięci, żeby kontynuować podróż. Obiecujemy sobie jednak, że wyprawę powtórzymy i dojdziemy do samego Będzina. :) Wsiadamy w autobus i jedziemy do domu, usatysfakcjonowani wynikiem 23 kilometrów i ponad połową planowanej pierwotnie trasy ;).

To była naprawdę mokra przygoda... :)

~Osin
  


*-Kaśka to nasza nazwa na pociągi Kolei Śląskich sygnowanych skrótem KŚ. ;) Obsługują one linie podmiejskie w województwie śląskim, spinając Wisłę z Częstochową.

sobota, 2 sierpnia 2014

Fotorelacja

Stało się. Dotarliśmy na Rysy, najwyższy polski szczyt po przejściu około 300 km. Już niedługo pisemny raport z całego zajścia, a tymczasem fotorelacja z odrobiną muzyki :) :


piątek, 18 lipca 2014

Wigilia wyprawy

Nadszedł czas, żeby wypowiedzieć magiczną formułę: "No to ruszamy". Magiczną, bo jest to swoista furta do świata przygody. Rozpoczyna się wyprawa: kilkanaście kilogramów sprzętu na plecach w niewygodnym plecaku, mijające krok za krokiem kilometry, długie dni wyprawowego życia, turystyczna pieśń śpiewana przy wieczornym ognisku gdzieś w samym sercu dziczy pod setkami gwiazd...
Trudności towarzyszą nam w zasadzie do samego końca. Mimo to ruszamy - już spakowane plecaki stoją w kącie i czekają. A my jutro rano, wczesnym rankiem spotkamy się pod dworcem PKP w Sosnowcu, skąd pociągiem pojedziemy do Częstochowy. A tam... no cóż wesołe jest życie backpackera. :)

W tym miejscu chcielibyśmy podziękować za wszelkie wsparcie udzielone naszej wyprawie, za każdego lajka i komentarz zarówno tutaj, na blogu, jak i na naszej stronie na Facebooku. Za to, że jesteście z nami. Jest to niesamowita motywacja, żeby nie odpuszczać i dalej pisać ciekawe artykuły, relacje z naszych wypadów itp.
WIELKIE DZIĘKI!!!

Z powodu wyprawy, zmuszeni jesteśmy do drobnej zmiany organizacyjnej na blogu. Ze względu, na dość kiepski dostęp do internetu (konkretnie ograniczony transfer danych w telefonach), raczej nie będziemy mogli pisać artykułów na bloga. Jednocześnie musimy tymczasowo zrezygnować z codziennych ciekawostek, które dotychczas wstawialiśmy na naszej stronie na Facebooku. W zamian postaramy się jak najczęściej wrzucać informacje o postępach naszej wyprawy. Może nawet uda nam się wrzucić kilka fotek ze szlaku. A po powrocie obiecujemy obszerną relację z całej naszej wyprawy. :)

Wieczorem wrzucimy jeszcze trochę statystyk odnośnie naszej wyprawy, :)


Trzymajcie za nas kciuki!

Pozdrawiam
Czarek  & Osin i reszta ekipy ;)


wtorek, 8 lipca 2014

Raport Specjalny. Wyprawa na Perć Akademików i Babią Górę

Z okazji pierwszego weekendu wakacji dla jednych, zbliżającego się końca sesji dla drugich i oczywiście z powodu zbliżającej się wielkimi krokami wyprawy, zafundowaliśmy sobie weekendowy wypad na Babią Górę. Szczyt Diablak (1725 m n.p.m.) zdobyliśmy najtrudniejszym szlakiem Beskidów - Percią Akademików. Nie było łatwo, ale wróciliśmy szczęśliwi. Wypad dał parę setek świetnych zdjęć, wrażenia no i oczywiście możliwość sprawdzenia swoich możliwości przed kolejnymi wyzwaniami. Zapraszamy do przeczytania szczegółowej relacji. ;)




Trasa:
     
Busem: Dąbrowa Górnicza - Kraków - Zawoja
     Pieszo: Przystanek Zawoja Podryzowane - Stary Groń - schronisko PTTK Markowe Szczawiny -                          - Skręt Ratowników - Diablak - Szkolnikowe Rozstaje - Przełęcz Krowiarki - Przystanek Zawoja Policzne
Uczestnicy: Osin, Czarek, Piotrek, Krzysiek
Długość trasy: 17,6 km (19,4 km wg oficjalnej rozpiski szlaków)

Tutaj można zobaczyć przebieg naszej trasy na mapie:


Pokaż Babia Góra na większej mapie


Noc z soboty na niedzielę spędzamy w  akademiku Alfa, na terenie miasteczka studenckiego AGH, gdzie na co dzień mieszka Osin. Ponieważ pokój był na ostatnim piętrze i przez to było strasznie gorąco, noc ta była niezwykle męcząca. Udało nam się zasnąć dopiero po drugiej w nocy. A o czwartej pobudka... Wstajemy niewyspani, robimy wielką "jajecznicę pokoju" dla wszystkich, którą zjadamy bezpośrednio z patelni, szybki prysznic i równo o piątej rano wymarsz. Ulicami krakowskiego Starego Miasta zmierzamy w kierunku dworca PKS. Zaskakują nas tłoki na ulicach o tej porze - większość luda, to niedobitki z sobotnich imprez w miejscowych klubach.


Poranek w Krakowie ;)
Po tym krótkim spacerku docieramy na dworzec, gdzie o 6:10 wsiadamy w busa do Zawoi. Czekają nas ponad dwie godziny w busie - idealny moment, żeby choć trochę odespać nockę. Jeszcze nim wyjechaliśmy z Krakowa, przez szybę udało nam się wypatrzeć termometr. Już teraz pokazywał 20 stopni...

8:40 wysiadamy na przystanku Zawoja - Podryzowane. Tam też od razu lądujemy na czarnym szlaku, który jest pierwszym etapem naszej wędrówki. Królowa (Babia Góra), nasz cel, wita nas całym swym majestatem.

Babia Góra - Królowa Beskidów
Początek trasy to istna sielanka.
Zawoja Podryzowane.
Piękne okoliczności przyrody.
Królowa bacznie nas obserwuje:
Tam idziemy. Na samiutką górę ;)
A my maszerujemy. Upał daje się we znaki.
Goorąco.
Trasą dochodzimy na Stary Groń, gdzie schodzimy na niebieski szlak, który prowadzi nas wprost do kasy biletowej Babiogórskiego Parku Narodowego. Tam krótki postój i ruszamy dalej - tym razem zmieniamy kolor szlaku na zielony. Początek jest płaski.
Las daje przyjemny chłód.
Wkrótce jednak robi się stromo.
Zaczyna się "malutkie" podejście.
Stairway to heaven ;)
Nikt nie powiedział, że będzie łatwo.
Tutaj też po raz pierwszy przydają się krótkofalówki - zespół rozdziela się na dwa duety. Ja z Krzyśkiem wyrywamy do przodu, a Osin z Piotrkiem pozostają kilkaset metrów za nami. Stały kontakt radiowy to świetna rzecz. Dochodzimy do małej polanki.

Leśna polana...
Wita nas tam leśny mieszkaniec:
...i jej mieszkaniec.
Idziemy dalej i po kolejnym, tym razem krótkim, podejściu docieramy do schroniska PTTK Markowe Szczawiny (1199 m n.p.m.). Jest godzina 11:00 i tam w schronisku robimy długą przerwę obiadową. Niestety nikt z nas nie zrobił zdjęcia przy schronisku. Przyczyną jest następny, najciekawszy i najbardziej wyczekiwany przez nas etap naszej górskiej wędrówki - Perć Akademików. Jest godzina 12:00, robimy pamiątkowe zdjęcie:
Koło schroniska Markowe Szczawiny.
Jeszcze tylko 90 minut wspinaczki :)
I ruszamy przed siebie zmierzyć się z wyzwaniem, które sami przed sobą postawiliśmy. Najpierw jest łatwo. Jak to mawiają: dobre złego początki.
Chwilowo płasko.
Górska flora.
Dochodzimy do Skrętu Ratowników, gdzie żółty szlak (Perć) odbija w górę. I tu zaczynają się schody - dosłownie i w przenośni.
Skręt ratowników.
Szlak pnie się ostro w górę:
Znowu schody.
Chwila na złapanie oddechu. Drzewo samo nie postoi - trzeba mu pomóc :) :
Chwila na złapanie oddechu.

Tutaj nasz zespół ponownie się rozdziela. Krótkofalówki znów idą w ruch. W końcu dochodzimy do granicy lasu.
Już niedaleko. Górna granica lasu.
Szlak staje się coraz węższy:
Szlak wśród paprotek.
I bardziej stromy:
Kamieniście.
Tuż przed łańcuchami pojawiają się złe wiadomości. Prosto na nas idzie komórka burzowa - deszcz, pioruny i kiepska widoczność. A to oznacza problemy. Dodatkowo tracimy łączność radiową z Osinem i Piotrkiem. Pozostaje nam tylko na nich zaczekać.
Burzowo.
W tym miejscu chcemy zwrócić uwagę jak zmienna i nieprzewidywalna może być pogoda w górach. Wystarczy porównać pierwsze zdjęcia z tej relacji z tym powyżej - to mówi samo za siebie.

Po krótkiej dyskusji zapada decyzja - ze względu na stromiznę szlaku, bezpieczniej iść naprzód niż zawracać. Zresztą Perć Akademików jest jednokierunkowa. Chcemy pokonać najtrudniejsze odcinki, zabezpieczone łańcuchami i klamrami nim uderzy w nas burza. Zatem, już w komplecie, ruszamy dalej. Pojawiają się pierwsze ubezpieczenia.

Początek łańcuchów ;)
Wiele osób boi się szlaków ze sztucznymi ułatwieniami. Ich schemat myślenia jest prosty: jeśli są łańcuchy, to jest niebezpiecznie. To nie do końca prawda. Owszem łańcuchów nie spotkamy na prostej drodze, ale dzięki nim jest prościej i przez to bezpieczniej. Tak wyglądała nasza wspinaczka Percią Akademików:
Zaczyna się prawdziwa wspinaczka. ;)
Stromo.

Łatwiejszy fragment Perci.
Zbliżamy się do Czarnego Dziobu (to te skałki po prawej):
Przed Czarnym Dziobem.
Jest to najtrudniejszy odcinek Perci Akademików. Tutaj pojawiają się klamry. Krzysiek rozpoczyna wspinaczkę:
Krzysiu na klamrach.
Up, up, up...
Widok ze ściany: 
Stromo, ale wesoło. :)
Ja w połowie drogi:
"Biżuterii górskiej" ciąg dalszy.
Powyżej Czarnego Dziobu Perć Akademików zamienia się w zwykłą stromą ścieżkę. Tym razem wychodzimy już z pasma kosodrzewiny - to oznacza, że jesteśmy na wysokości ok. 1650 m n.p.m.
Najgorsze za nami.
Rumowisko skalne.

Widoczek ze szlaku. Burza na szczęście odchodzi w bok:
Widok na Zawoje.
Do szczytu już nie daleko. Tak wygląda końcówka Perci z góry:
Widok w dół.
A to już szczyt - Diablak (1725 m n.p.m.). Jeszcze tylko kilkanaście metrów:
Diablak 1725 m n.p.m.
Kapliczka pod Diablakiem:
Kapliczka.
Udało się. Babia Góra zdobyta. I to jeszcze najtrudniejszym szlakiem. Słodki jest smak zwycięstwa:
Babia zdobyta! :D
Pamiątkowa fotka przy znaku szczytowym. A za nami widok na Słowację:
Na szczycie.
Na szczycie robimy dłuuugą przerwę. Zasłużony odpoczynek, czas na robienie zdjęć i na przegryzienie czegoś. Rozrzedzone powietrze zapewnia doskonałą widoczność. Tak wygląda panorama na stronę Polską:
Panorama nr 1
I na stronę Słowacką:
Panorama nr 2

Wszystko, co dobre szybko się kończy i zaczynamy powolną wędrówkę w dół. Tym razem idziemy granią, Głównym Szlakiem Beskidzkim. Pamiętajmy o tym, że Perć Akademików jest jednokierunkowa i nie wolno nią schodzić. Początek drogi jest jak zwykle cudowny. Idzie się dobrze, a dookoła rozpościerają się piękne widoki na m.in. pasmo Policy:
Kosodrzewina po horyzont.
Na GSB.
Chwila refleksji.
Znów kosodrzewina. I Krzysiek robiący krótki postój:
Pośród kosodrzewiny.
Wkrótce dochodzimy do szczytu Sokolicy (1367 m n.p.m.), skąd mamy piękny widok na Babią Górę  i Perć Akademików.
Widok z Sokolicy.
Poniżej drzewa przysłoniły nam widok i skończyły się ładne widoki. 
Coraz niżej.
Zejście było mozolne i mordercze dla nóg. Po godzinie marszu dotarliśmy do Przełęczy Krowiarki - końca BPN.
Na przełęczy Krowiarki.
Dalej wchodzimy na niebieski szlak, który wiedzie nas jeszcze kawałek lasem i potem, na dobitkę, wychodzi na drogę, którą wiedzie nas aż na przystanek Zawoja - Policzne.
Wejście na niebieski szlak.
Nad strumieniem.
Szosa Karpacka.
Z powrotem w Zawoi.
Zawoja, Policzne.
Asfalt nie jest dobry do dłuższych pieszych wędrówek. Jest twardy, mocno się nagrzewa, przez co można sobie nawet odparzyć stopę w grubym traperskim bucie i dodatkowo jeszcze w grubej skarpecie typu frott, która na zwykłym szlaku pozwala uniknąć pęcherzy, a tutaj działa niczym piekarnik. Kompletnie padnięci po wędrówce wsiadamy do piekarnika z termoobiegiem na kołach (czytaj: nieklimatyzowanego busa upchanego do granic możliwości), który zawieść miał nas do Krakowa. Jesteśmy tak zmęczeni, że zasypiamy natychmiast. I wszyscy też, jakby na akord, budzimy się w Suchej Beskidzkiej. W nagrzanym busie było duszno i nie dało się wręcz oddychać. Do tego stopnia, że aż mnie świerzbiła ręką, żeby sięgnąć po czerwony młoteczek nad moją głową, wybić szybę dla świeżego powietrza. W końcu kierowca zdecydował się uchylić szyberdach i warunki stały się bardziej znośne. Do Krakowa dojeżdżamy jeszcze bardziej wymęczeni. Ten sam termometr pokazywał teraz 31 stopni (było ok. godziny 19:00) Żegnamy tutaj Osina i Piotra i sami z Krzyśkiem wsiadamy do busa do Katowic. Ten już, chociaż miał klimatyzację, ale w zamian otrzymaliśmy miejsca stojące... Dawno, nie spało mi się tak dobrze, jak tej nocy...


Reasumując, wyprawę można uznać za udaną w stu procentach. Pomimo upału i duchoty, przeszliśmy najtrudniejszy beskidzki szlak - Perć Akademików. Tutaj też pogoda spłatała nam psikusa, strasząc nas burzą. Był to moment odrobinę nerwowy, także o włos zrezygnowalibyśmy z atakowania szczytu. Udało się. Zdobyliśmy Babią Górę! Dla większości z nas był to pierwszy kontakt z "biżuterią górską", ale nikt z nas nie spotkał się z większymi trudnościami. Również nasze krótkofalówki przeszły swój chrzest bojowy. Doskonale się sprawdziły, chociaż trudne warunki terenowe (przynajmniej dla rozchodzącej się fali elektromagnetycznej) znacząco skróciły ich zasięg. Babia Góra już z daleka imponuje swym pięknem, ale widok z jej szczytu jest wręcz olśniewający - nie na darmo jest uważana za Królową Beskidów. Teraz już pozostaje nam się przygotowywać do następnej, większej wyprawy...


~Czarek